Stałem przed jej domem. Chciałem TYLKO porozmawiać. Wytłumaczyć... jak to naprawdę jest, i kim jestem, i co muszę zrobić, ale nie zrobię... jednak kiedy miałem zapukać do drzwi moje tchórzostwo się ujawniło bardziej niż kiedykolwiek. Dobra Brooks... zacząłeś to dokończ... Niepewnie zapukałem do drzwi a w ich wnęce pojawiła się dziewczyna.
- Co ty chcesz? - zaczęła oschle... to już wiem, że będzie tylko gorzej...
- Musimy porozmawiać. I to POWAŻNIE. - Bez zaproszenia wszedłem do środka. Usiadłem na sofie w salonie, a Nath dołączyła do mnie siadając na fotelu.
- No to słucham. - powiedziała pewnie.
- Od czego by zacząć... - zawahałem się co zostało skomentowane przez postać dziewczyny.
- Najlepiej od początku - pokręciła głową głęboko wzdychając.
- A więc... miałem, a właściwie mam zlecenie... powinienem cię zabić, ale nie potrafię bo cię polubiłem. Jesteś mega pozytywną i energiczną dziewczyną. Nie mógłbym tego zrobić. - Powiedziałem na jednym wdechu, możliwie najszybciej jak się dało.
- Jai, dzisiaj nie jest Prima Aprilis, a twoje żarty nie są zabawne. - Prychnęła.
- Kiedy to prawda! - uniosłem się, raczej niepotrzebnie... - Za niecałe dwa tygodnie powinnaś być martwa!
- CO?! CO ty gadasz?! Nawdychałeś się czegoś czy jak?! - Krzyknęła wstając.
- TO PRAWDA!!! Jak myślisz?! Czemu ci to mówię?! Bo chcę cię chronić!
- Jesteś popieprzony! WYNOŚ SIĘ i nie wracaj nigdy więcej! - wskazała na drzwi ze łzami w oczach.
- Martwię się o ciebie, zrozum. Chcę żebyś była bezpieczna. Musimy wyjechać. - mruknąłem z powagą w głosie przytulając dziewczynę do torsu.
- Jesteś głupkiem Brooks, Jeśli myślisz że gdziekolwiek z tobą wyjadę. - mruknęła w materiał mojej koszulki.
- Wyjedziesz dla własnego dobra mała, a teraz idź się prześpij. Za dużo informacji jak na jeden dzień. - uśmiechnąłem się blado, wiedząc, że to dopiero początek krętej ścieżki, którą będzie musiała ze mną przejść, czy tego chce, czy nie...
*Nath*
Kładąc się na moim miękkim łóżku myślałam nad tym co powiedział mi Brooks... równie dobrze mógł mnie zabić od razu, a nie zrobił tego. Poniekąd jestem dla niego obcą dziewczyną... Jednak mam do niego żal... Sama do końca nie wiem o co, on tylko wykonuje zlecenia... Ale polubiłam go... i nie potrafię pogodzić się z tym kim jest...
*Narrator*
Dziewczyna leżąc wylewała z siebie już tysięczną łzę, zastanawiając się czemu była na tyle głupia, że przyzwyczaiła się do chłopaka, którego nie zna...
On z kolei obwiniał się, że zgodził wykonać się TO zlecenie... że chociażby nie powiedział jej wcześniej. Teraz już mu nie zaufa tak jakby chciał... Nie pokocha... nie zaufa... zawsze pozostanie ten dystans... bynajmniej on tak myślał...

%2B(1).gif)


.gif)
Super :)
OdpowiedzUsuńŚwietny
OdpowiedzUsuńDzięki <3
OdpowiedzUsuń