Przechadzałem się ulicą, ciemną ulicą oświetloną jedynie blaskiem mlecznej latarni. Wtedy dwie postacie przykuły mój wzrok... Z daleka zwyczajna para ludzi, jednak gdy podszedłem bliżej... To Brooks i Dabrowsky... rozmawiali o czymś po czym weszli do jej domu. Czyli gra się rozpoczęła... Jednak ja nad Jai'em mam tą przewagę, że wiem kim jest i co ma za kołnierzem... A on nie wie o mnie nic. I niech tak zostanie.
*Następny dzień*
Wstałem bardzo wcześnie, bo przed piątą. Nie jestem głupi i wiem, że paparazzi mogliby uchwycić Jai'a wymykającego się potajemnie z domu Nath Dabrowsky, więc wyjdzie wcześnie. Ubrałem się, zjadłem śniadanie, do torby przepasanej przez ramię wsadziłem mały pistolet. W końcu przezorny zawsze ubezpieczony. Pod domem dziewczyny czekałem niecałe 20 minut. Widziałem jak ten cygan wychodzi. Poszedłem za nim dobre 300 metrów i wtedy postanowiłem się pobawić. Zaszedłem go od tyłu i przycisnąłem do ściany. Z racji tego, że jest przed szóstą, a uliczka w której się znajdujemy jest pusta mam pole do popisu, a ta łajza zapamięta mnie na długo.
- Witaaam, witaaam panie Brooks. - Zaśmiałem się szyderczo, i puściłem chłopaka. Ten tylko poprawił kaptur swojej bluzy i zmroził mnie wzrokiem. Ups, na mnie to nie działa.
- Kim jesteś? - Warknął, a jego oczy pociemniały jak dwa węgielki.
- Kimś, nie interesuj się i radzę odwal się od Dabrowsky. - Powiedziałem zaciskając zęby, ale Jaidon oparł się tylko o mur i wsadził ręce w kieszenie.
- Grozisz mi? Haha, nie ten adres złociutki - zaszydził ze mnie, a ja wyjąłem spluwę.
- Posłuchaj mnie łajzo, wiem o tobie więcej niż rodzona matka, więc radzę nie podskakiwać bo źle się to dla ciebie skończy. - Wysyczałem przez zęby trzymając pistolet na torsie Brooksa.
- Hah, skądś cię znam... Myślisz, że tylko ty masz informacje o mnie, a ja o tobie nie? Ojj... mylisz się Shelley. I to bardzo grubo. Wiem, że twoim szefem jest Marc i też dostałeś zlecenie uprowadzenia jej, więc z łaski swojej niegadaj takich bzdur bo aż słabo się robi. - Roześmiał się, a mi krew tak buzowała w żyłach, że ochota postrzelenia go przewyższała wszystko. Jednak dając się sprowokować dałbym mu to czego oczekiwał. Na odchodne mruknąłem:
- Jeszcze się policzymy... - I odszedłem.
*Cher*
Dzisiaj z Nath idziemy do Julii na noc. Coś w stylu piżama party. Teraz siedzę z czarnowłosą w kawiarni. Wydaje się być nieobecna. Taka zamyślona.
- Nath co jest? - zapytałam.
- Cher. Nic mi nie jest. Po prostu trochę głowa mnie boli. - Skłamała. Widziałam to w końcu jestem jej najlepszą przyjaciółką...
*Narrator*
Dziewczyna czuła niepokój po ostatniej rozmowie z Jai'em. Czuła się obserwowana. Przed oczami miała jego... Wyraz twarzy, oczy, usta. Wiedziała, że ta znajomość będzie zawiła. Jednak nie chciała jej zakończyć tak szybko, jak się zaczęła.
Jednak mimo wszystko wiedziała, że chłopak dużo namiesza jej w życiu.
*Jai / tydzień później*
Dabrowsky się domyślała... omijała mnie szerokim łukiem. Jednak nie mogę przerwać gry. Dean zrobiłby to gorzej. Znęcałby się... to już nie człowiek, to maszyna do zabijania, taka gilotyna.
A ja muszę być taki jak on. Inaczej zabiłby mnie tak szybko, jak przyjął na stanowisko. Przed poznaniem Nath nie miałem skrupułów. A teraz? Nie zabiłbym jej. Nie z własnej woli... ale ona już mi chyba nie ufa... więc chyba czas zdjąć maskę nim nie jest za późno.
-------------------------------------------------------------
No i jest druga część! :D Doszło do spotkania George'a i Jai'a a spotkanie Neorge'a (Nath + Geo ) przewiduję w 3 części:) Dla wyjaśnienia Marc to szef George'a. A co do rozmowy Nath i Jai'a po której Nath czuje się obserwowana. Wyjaśnienie tego będzie w części trzeciej.:) Wiem że rozdział jest MASAKRYCZNY.;-; Mam nadzieję, że jednak da się go przeczytać. ;) A! Jeszcze jedno. W następnej części będzie coś o Jaymi'm co troszkę zaskoczy naszą bohaterkę. ;) A więcej nie zdradzę ^^ pa <33 *.*

.png)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz